Cóż to było za spotkanie. Spotkały się drużyny tak wyrównane i tak żądne wygrania tego meczu , że każdy piłkarz miał wypisane na twarzy : tylko zwycięstwo liczy się w tym meczu. Gazety i telewizja oczywiście nagłośniła wielkie wydarzenie sportowe mówiąć , że wszystkie oczy Europy są zwrócone na Stamford Bridge. Mowa oczywiście o meczu Chelsea Londyn - Manchester United.

Od czego by tu zacząć ? Na przykład od Chelsea. Klub w tym momencie przetrzebiony kontuzjami , wyjazdami na Puchar Narodów Afryki i zawieszeniami. John Terry, Ramires - kontuzja , Ashley Cole - zawieszenie , Drogba i Kalou - PNA. Wszysyc mówili , że teraz się uda Manchesterowi po 10 latach wreszcie uda się wygrać na londyńskim stadionie. Czym może ich zaskoczyć taki klub , który jest tak bardzo osłabiony? A zaskoczył Czerwone Diabły jak mało kto.

Po pierwsze - Daniel Sturridge. Chłopak tak naprawdę był tym kogo potrzebowali w tym momencie londyńczycy. Jak schodził koło 70 minuty to aż byłem w szoku że to jego wybrał Andre Villas-Boaz , anie na przykład Torresa. Druga rzecz , która niosła klub to publika. Oprócz fatalnego moim zdaniem zachowania przy każdym kontakcie z piłką Ferdinanda za złe wyrażanie się o kapitanie Chelsea , Johnie Terrym , następowało buczenia to poza tą kwestią publika ze strony Chelsea spisała się na medal. No i 3 sprawa to oczywiście Juan Mata. Pilkarz niby filigranowy niby nie mogący pozwolić sobie na takie granie w Premier League ,  ze względu na brak siły , ale jego technika , spryt i szybkość dominowały tego dnia. Bramka i asysta. Dla mnie zawodnik meczu.

Ale dlaczego tego meczu nie wygrała Chelsea? Ponieważ po swojej stronie miała po pierwsze niesamowity hart ducha jaki można było już nie raz zauważyć u zawodników Manchesteru w różnych meczach oraz niestety wydaje mi się , że sędziego. Sytuacja z drugim rzutem karnym bardzo sporna , ale jednak to dodaje smaku piłce nożnej dlatego też jestem przeciwny czemuś takiemu jak powtórki czy jakieś montowanie chipów w piłkach. Jest też coś o czym warto wspomnieć czyli zmysł taktyczny Fergusona. Rozegrał to niczym w rosyjskiej ruletce. Wszystko albo nic. Zmiana w 55 minucie - wchodzi Hernandez schodzi Rafael. To ryzyko opłaciło się w 100% , bo Manchester ruszył do boju znacznie śmielej i na koniec cudowny strzał Hernandeza z główki i mamy 3-3.

Dodam jeszcze tylko ostatnią rzecz od siebie - David De Gea. Przed meczem wieszano na nim psy. Mówiono : nie poradzi sobie z presją , ma za słabą psychikę itd. A tym czasem David De Gea był jednym z najlepszych zawodników Manchesteru ,  a najlepszym podsumowaniem jego występu była parada z 92 minuty przy strzale Juana Maty. Jak dla mnie parada (jak na razie) sezonu. Być może po tym meczu jego przełamanie się nastąpi juz znacznie łatwiej , bo miał mecze słabe, ale też zanotował kilka pozytywnych występów. Może to jest moment , w którym pokaże ,  że jest prawdziwym numerem jeden w bramce Manchesteru United.

Podsumowując , to był jeden z najlepszych meczy jakie oglądałem w tym sezonie. Być może Manchester stracił te dwa punkty do City , ale pokazał też charyzmę jakiej jeszcze naprawdę brakuje w drużynie Roberta Manciniego oraz gry do samego końca. Takie mecze jak na Stamford Bridge chciałoby się oglądać codziennie.